Przedświąteczny survival

Już za tydzien Wielkanoc. Cięzko mi w to uwierzyc biorąc pod uwagę fakt, że całkiem niedawno było Boże Narodzenie. Cóż święta, swięta i po świetach bo minie jak oka mgnienie więc się nie przywiazuje.

Za to Mała się przywiązała, że hoho:) Postanowiła zrobić przedświateczne porządki. No mówie Wam...to dopiero jest pomoc:)

-Umyła okno balkonowe, czyli to największe i najgorsze pod wzgledem pracy w całym domu. Umyła, że naprawde mama myslała, że to nie jej okno. Cóż do mycia okna wystarczył chrupek kukurydziany, na końcu lekko zmoczony i umazany nutellą. I taki oto sprzęt do mycia okna mała zastosowała dziś. Eh...pewnie wszyscy się domyślają jaki efekt mycia okna był.

- Umyła podłogę. A i owszem. Ale nie w kuchni czy łazience tylok panele w salonie. I tu niestety mamie trzeba spuścic lanie,bo jej refleks zawiódł. Mała umyła panele mamy kawą z mlekiem. Na całe szczęscię zupełnie nie posłodzona. Chwyciła kubek stojący na stole i uroczo się usmiechając wylała zawartośc na podłogę omijając zgrabnie przy tym siebie, co by na ubraniu plam nie było. A kiedy kawa juz na podlodze była zadowolona usiadła obok i swoimi małymi rączkami rozsmarowała ją na panelach. Mamo to się nazywa mycie....

- Zrobiła porządek w papierach. Cóż ta cisza powinna wydać mi się podejrzana...ale naiwnie myślała, że to tylko tak. A jednak nie tylko po prostu tak...mała zadowolona w papierach usadzona drze sobie uroczo kolejne karteczki. Włos mi się na głowie zjerzył i trzeba było ratowac to co zostało.

- I na koniec pranie. Jesli ktos ma kosz na bielizne gdzies w miarę dostępny i do tego ma taka Małą jaka ja mam t radzę kosz schować pod ziemię. Mała dziś z tryufem wyciągnęła wszelkie brudy na środek mieszkania...cóż co to za publiczne pranie brudów to ja nie wiem...może się kiedyś dowiem...albo i nie. Może jendak lepiej nie wiedzieć. W kazdym bądź razie udało się pranie opanować.

-Czyści swoją toaletę...czyli wyjęła nocnik i ciaga go pod domu. Oczywiście do dołu strona, na której się siada. A kysz wszelkie brudy. Jak się dobrze przeciągnie na pewno wszystkie się zetrą.

A teraz patrze na Małą opartą o okno balkonowe i rozglądającą się w koło i myśle...jakie porządki będzie miała ochotę dziś jeszcze przeprowadzić...oby żadne albo takie w miarę nie wymagające mamy wysiłku;) Taki pomocnik to skarb. Oj skarb. Od razu uwalnia się energia za dwoje jak nie troje:)

Po tym całym survivalu (który na pewno jeszcze się na dziś nie skończył) mama się odpręża i marzy....



ps. trzymajcie kciuki bo właśnie idziemy wyjąćpranie z pralki...;)

2 komentarze:

  1. chcielibyśmy widzieć to czekoladowe okno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. polecam zrobienie tego w domu...efekt...slodko-gorzki;p

    OdpowiedzUsuń