Cieplizna

Za oknem ziąb, że aż u Nosa gil zamarznąć może, oczywiście jeśli ktoś takowego posiada tudzież na chwilę wypożyczył. Zamarznięte resztki nie dopadanego deszczu czy mżawki leniwie rozkładają się na chodnikach i ewidentnie trzeba je mijać. W sumie można nie mijać ale można wtedy rozminąć się z własnym kręgosłupem.

W związku z paroma niefortunnymi wydarzeniami los chciał, że mama dziś z dzidzią będzie od południa siedzieć i stresy swoje jutrzejsze chować do słoików i wekować. Do jutra. Może to i lepiej.

W związku więc z jednym i drugim powyższym się rzuciłymy na łoże na co dzień małżeńskie, nakryły kołderką i zaczęły słuchać Kubusia Puchatka.

Mała początkowo większą chęć miała na zbytki różne ale w końcu rzuciła się i usnęła i śpi tak już od dwóch godzin a ja chcę żeby spała więcej.

A czemu?

Dzięki temu odkryłam najskuteczniejszy termofor pod słońcem:) I do tego niewyczerpywalny:)

Małe gorące nóżki zarzucone na zimne i wielkie powierzchniowo nóżyska grzeją jak szalone:)



Takie dni jak ten uwielbiam:) I moje małe termoforki też:)

4 komentarze:

  1. a moze jakis zmiowy outfit ?

    OdpowiedzUsuń
  2. przymierezam sie:) przymierzam:) moze jakis bedzie z tego zolw w sniegu;)

    OdpowiedzUsuń