Przykro mi

To co dzieje się za oknem to śnieżny armagedon. Boję się wyjeżdżać na ulicę samochodem. Na całe szczęście to nie ja jestem kierowcą a na jeszcze większe szczęście mój Małżon jest opanowany i przytomny nawet w tych momentach kiedy moje serce staje w miejscu na krótkie sekundy....o tak jak dziś, że na przykład.

Mała jest uradowana z całej tej sytuacji po same pachy a przedzieranie się przez śnieg, jest dla niej jak wyprawa na biegun północny. Sama czysta zabawa. Nawet najczystsza. Dziś przedzierała się tak, że aż spodnie po same kolana umoczone i suszyć w drodze trzeba było. Dyndały więc sobie swobodnie rozkładając się leniwie na zagłówku fotela tatusinego.

Adekwatnie do dzisiejszej pogody w żłobku czeka dziś na małą teatrzyk z przedstawieniem o bałwanku a ponieważ mała uwielbia takie sprawy jak teatrzyki i śpiewanie i tańczenie byłam więc przekonana w 100%, że się ucieszy. No więc zagajam rozmowę....

Ja:  Jedziemy do żłobka, do dzieci
Mała: Nie chcę do dzieci.
Ja:A wiesz, że dziś w żłobku będzie przedstawienie o bałwanku.
Mała: Nie lubię bałwanka i nie chcę teatsiku.
Ja: No jak to przeciez ostatnio Ci się tak podobało.
Mała: Nie chcę do dzieci, nie chcę teatsiku. Nie. Przykro mi mamo, koniec dyskusji.

Hmmm....i weź tu człowieku bądź mądry;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz