Mamine wyżyny

Mama wzniosła się wczoraj na wyżyny. Wyżyny inteligencji swej. Było wysoko i niebezpiecznie. Było dziko ale i nijako czasem. Polecam każdemu, bo jak się tak człowiek wzniesie, jak tak popatrzy, jak poczuje...miodek.

Wszystko zaczęło się od tego, że Małżon i mama doszli do wniosku że pojęcie inne o świecie mają.

Powodem była błahostka wręcz, jakaś durna miłość. Mama patrzy na ten problem bardziej w 3D Małżon bardziej w 2D.

Dla mamy odcieni miłości jest tyle, ile ludziów i ich wizji. No może o połowę mniej. Dla taty jest tylko miłość jego do mnie i wszystko to w podobie do niej. Wszystko to wrzucone do wora jednego. Ot Ci płaskorzeźba.

Nie mieszaliśmy tu tematu miłości do Małej, bo to już w ogóle by był...armagedon.

No i rozmowa trwa, no i przekonywanie trwa. No i staram się mu łopatologicznie wytłumaczyć, że ja widzę inaczej a on inaczej, i że on się kurde myli i koniec.

Wszystko kulturalnie, wszystko jak trzeba. Jak ta lala.

Jednakże w pewnym momencie mama zapragnęła iść do łózka swego, w czarny kąt satyny i się zakopać po czym bezkarnie i z dziką przyjemnością usnąć. Chciała dyskusje tą zakończyć błyskotliwie, inteligentnie, tak z mocnym akcentem i podkreslic różnice 3D kobiecego i 2D męskiego....no i wzięła chlapnęła...a właściwie samo się chlapnęło z jej ust...

"Rozumiemy inaczej i już. Taka jest różnica między mężczyznami a facetami"

No to wyszło....

2 komentarze: