Zakupy? Nie to nie możliwe!

No zdecydowanie niemożliwe i furii można się tylko nabawić, nie mówiąc już o takich skutkach długotrwałych jak frustracja. Frustracja, która wylewa się jak tłuszczyk boczkami, brzuchem a szczególnie pępkiem i całą resztą. I chyba nikogo nie dziwi, że pluć można nią jak jadem i czuć jej smak i dzielić się nim dosłownie.

No ale było tak. Taka zwykła historia zakupowa. Małż mój postanowił sprawić mi przyjemność i ruszyć ze mną w pogoń za sukienką wymarzoną, której już nigdzie a nigdzie nie ma. Znaczy no może i jest ale w rozmiarze S lub XS i co ja sobie w niej bym zmieściła? Jedno udko? A może nawet i to nie. No ale nie czas płakać nad rozlanym mlekiem trzeba tyłek w troki do roboty, żeby chociaż w tą Eskę jedno udko zmieścić.

No ale ja nie o tym. No wzięliśmy i polecieliśmy. No i polecieliśmy na poszukiwanie tej sukni. Polecieliśmy my i Nasze maleństwo kochane, które w sklepie kochanym jest do czasu. Takich parę punktów w gałki oczne me się rzucających...

Po pierwsze kiedy jest spokojnie to jest spokojnie ale jak się zaczyna nie spokojnie to najpierw jest bardzo lajtowo. Kładzie się na podłodze i ot sobie leży. No leży sobie to niech sobie leży jak lubi. Chwilę poleży ja udaje, że nie widzę i chwila momento i wstaje. Olewactwo stosowane w warunkach sklepowych czasami ma swoją rację bytu. W ostrzejszym wariancie do leżenia dochodzi kopanie nogami i krzyk. Ale wariant ostrzejszy zdarza się raz na milion lat.

Po drugie kiedy już nie jest spokojnie a mama się przebiera to dziecię zawsze musi być z mamą. Pół biedy kiedy w przymierzalniach są pseudo drzwi. Naprawdę pół biedy. Sztywne to i twarde na miarę gnojka dwuletniego i nie da rady go pokonać, nie da i już. Wtedy więc zamyka się ze mną w przymierzalni i podgląda co mama mierzy sama przygotowując się do miar. Gorzej jednak kiedy rolę odseparowania mnie od świata spełnia li tylko jedna cienka firaneczko-zasłoneczka o miękkości nieznośnej. No i tu się zaczyna....zaczyna się Mały koszmar. Mała zazwyczaj wtedy musi z mamą cały czas i co chwila odsłania mnie choćby lekko po to tylko żeby mnie zobaczyć. Czuję się jak w erotyku dla mas. Po prostu darmowy dostęp do erotyki online i live. Mamuniu. A tak chowam te moje wałki i inne sprzęta kuchenne przed światem. A tu jedna firaneczko-zasłoneczka i wszystko pada...pada na twarz.

Po trzecie możliwość oglądania wszelkich szmat i szmateczek na wieszakach uwieszonych kończy się po około 30 minutach. Na początek Mała domaga się noszenia na rękach co by nie krzyczeć. Taki szantaż emocjonalny, żeby mamusi się w tyłku nie poprzewracało. A kiedy mamusia chce już szmatićku na patićku obejrzeć bliżej to Małą Małż przejmuje...i się zaczyna. Darcie małej buziulki w taki sposób, że decybele wydawane z małej gardzieli na pewno przekraczają normę dopuszczalną. No i ja się skupić nie mogę. Obejrzeć szmatićku na patićku nie mogę. Przymierzyć nie mogę. A o kupowaniu już nie mówię. Nawet nie muszę ich widzieć, żeby ich słyszeć.

Plus tego taki, że ani Małża ani dziecięcia nie zgubię. No i że Małż nie zostanie nieopatrznie poderwany przez jakąś przypadkową przechodnię, bo któż by chciał podrywać Małża z dziecięciem wyjącym na rękach i mającym gluta do pasa? No kto? Chyba tylko pełna desperacja.

...Tylko tych wyprzedaży szkoda.

Zabawnie też jest z tą całą otoczką zewnętrzną, w której mieszczą się głównie sprzedawczynie. Kiedy widzą Małą zawsze się do niej uśmiechają i kwitują "O jaka słodka". Na moje "Zdarza jej się" robią minę w stylu "No wie Pani co. Toć widać, że słodka". No ale przechodzi im ta fatamorgana w momencie kiedy Mała buzia otwiera się na całą swoją dozwoloną szerokość i zaczyna wydawać z siebie te dźwięki ostre. O wtedy ich mina mówi sama za siebie. Co bardziej nerwowe mamroczą sobie pod nosem ale oczywiście tak, że i ja usłyszę. A co bardziej odważne zwrócą uwagę, że w takich warunkach pracować nie mogą. Hmmmm...proponuje tej ostatniej grupie na dobry początek meliskę.

Mimo wszystko bez dziecięcia ruszyć się nie lubię. Chociaż szopingowanmie to moja pasja;) Liczę na lepsze czasy i lepsze dni. A już na pewno na to, że bohaterką erotyków przestanę być w tempie ekspresowym. I że w końcu kiedyś zaczniemy razem polować na szmatićku na patićku;)

Jedyne co udało mi się nabyć spódnicę pewną piękną i mam dziś ją na sobie. Wyglądam jak krzak bawełny i nie omieszkam Wam się wieczorem pokazać;)

7 komentarzy:

  1. Już Was sobie wyobrażam w tych sklepach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szeroki usmiech na koncu sugeruje, ze musi byc zabawnie;)

      Usuń
  2. Skąd ja to znam. Wycie Bo mój jeszcze średnio chodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja niby chodzi ale wycia to nie zmienia:/

      Usuń
  3. Tym bardziej przekonuję się do zakupów online :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są bardzo przydatne tyle,ze nie da sie tam nic przymierzyc;p no chyba,ze ktos w koncu stworzy taka przymierzalnie on-line i podajac swoje wymiary i wymiary swoich walkow bedzie samo sie przymierzalo;p

      Usuń
  4. krzak bawełny?? hmm noo ciekawe z checia zobaczymy ten krzak bawelny:)

    OdpowiedzUsuń