Śniadanko

Śniadanko mama je w pracy jak już dotrze a Małe preludium spożywane jest w samochodzie. Czasem się pokruszy. Taka rola paluszków, chrupków, pączusiów czy nawet zwykłej bułki. Czasem się coś wyleje kiedy bidon się przekręci albo jogurcik za mocno wstrząśnięty. Gorzej, że Małżon się później wścieka kiedy sprząta, sprząta w aucie i odnajduje relikt przeszłych śniadanek...wykwit grzybny między siedzeniami z tyłu. W końcu jak biesiadować to biesiadować a nie...udawać, że się biesiaduje i stosować nędzne substytutki.

No ale nie o tym miało być....śniadanko a właściwie jego preludium. Wczorajsze było wyjątkowo pyszne. Wierzcie mi. Mała dała znać, że oprócz jedzenia picie czystej wody może być naprawdę niezapomnianym doznaniem. Jak zwykle woda była w ulubionym bidonie. Jak zwykle ta jedna i konkretna. I jak zwykle trzeba było zapić spałaszowanego właśnie chrupka. I kiedy popiła wydała z siebie bardzo charakterystyczny dźwięki coś w stylu "hhhhaaaa";)

Mała: Ach dobre to moje piwko.

Mam nadzieje, że w żłobku nie opowiadała o tym jak z rana popija piwko;)

4 komentarze: