Jak pozbawić matkę marzeń

Wstawanie o piątej rano nie należy do fajnych ani przyjemnych. I raczej nikt tego nie lubi. Stan, w którym powieki przyklejają się do Ciebie jest tragiczny. I odkleić za chusteczkę się nie da. Ale nie ma lekko wstać trzeba i funkcjonować też. No to wstaje i funkcjonuje. No cóż zrobić.

Czasem jednak ja okrutna matka mam silną potrzebę pomarzyć. Ba nawet głupio myślę, że marzenia uda mi się spełnić. O na ten przykład dziś podczas jazdy samochodem. O to dobry przykład jak bezczelnie myślę o spełnianiu marzeń.

Mała patrząc na burzowe chmury: Ale ciemno.
Ja: No ciemno.
Mała: Noc jest? Trzeba iść spać?
Ja: Nie po prostu deszczowo.
Mała: Noc jest. Jestem psiąca.

W mojej głowie pojawia się wtedy wizja, że a nóż...no może...może jednak....mój wewnętrzny leniwiec już zaczyna skakać ze szczęścia.

Małż: Jak jesteś śpiąca kochanie to się połóż. Zdrzemnij się.
Mała: Tak chce się dziemnąć.

Ja już wiruje pijana myślą drzemki 40 minutowej. Na rauszu i w totalnym szczęściu wyczekuje.

Mała: Mamo, dzemnies się ze mną?

Aaaaaa krzyczy mój leniwiec ze szczęścia.

Ja: Tak kochanie. Nie musisz mnie dwa razy o to prosić.

Przytulam więc głowę do jej fotelika. Blisko jej główki. Wzdycham i zaczynam się rozluźniać. O jak może być przyjemnie. Jak może być pięknie. Sprawiedliwość jest na świecie. Och tak, tak, TAK.

Mała: Już się wyspałam. Nie czas na dzemki.

Podnosi głowę i śpiewać zaczyna, pociągając mnie przy tym za włosy co bym szybciej wstała.

Jednak dziecko potrafi pozbawić matkę marzeń...eh. Witaj dniu!

8 komentarzy: