Matka uprawia farbing

Miałam już tego nie robić. Odkąd na nowo stałam się brunetką i znów mi się to spodobało, miałam tego nie robić. Niestety moje postanowienia odnośnie włosów szybko idą w pył. No i trafiła się ona, farba w odcieniu mahoniowy fiolet.



Odkąd na włosach miałam i blond, i brąz, i znienawidzoną czerń, i czerwone pasemka, i fioletowe plamy, i odkąd włosy zajeżdżam, mówiąc krótko, fioletu w żadnym wydaniu się nie boję. No i jeszcze to opakowanie. Piękny włos, pięknej Pani, z pięknym ombre typu fiolet. No i piękna myśl u mnie "muszę to mieć". A że wesele to i okazja świetna. Farba kupiona więc została.

No to biorę się w domu za farbing. Potrzebna mi była miseczka, a że żadnej na stracenie nie miałam zajrzałam do słodkich skarbów Małej i, o zgrozo, podwinęłam jej puszkę po landrynkach. Landrynki oczywiście uratowałam przed zagładą w moich sokach żołądkowych i odłożyłam w bezpieczne miejsce.

Miseczka się znalazła, farba rozrobiła. Na stracenie musiał pójść też jeden ręcznik. Jakiś pierwszy lepszy, mniejszy, co by nie czuć było wielkiej straty. No i cztery frotki, małe, bez elementów metalowych. Wzięłam te, których było najwięcej co by strata była mniejsza.

Włosy podzielone na cztery części. Związane. Mam maczać w farbie? No nie idzie. Nakładam ręką a tu pierwsza ofiara. Ręcznik zababrany. Miał paść ale nie od aż tylu strzałów. Ale nic to.

W końcu się udaje. Siedzę więc z farbą na końcówkach czterech. Małż patrzy jak na wariatkę i mówi "Żebyś Ty się dziewczyno zobaczyła", ale ja siedzę. Widzę w myślach siebie, zamiast tej Pani co na opakowaniu, z pięknym fioletowym ombre.

W końcu zmywanie. Myję, myję myję. Podnoszę głowę i co?

1. Efektów ni widu ni słychu. Mam nadzieję, że jak się wysuszą to się efekt wyłoni zza krzaka.

2. Pofarbowana została kaczka Małej do kąpieli. Taka renowacja się przyda. Wygląda jak nowa kaczka...od tyłu. Będzie się kąpać kuprem do góry.

3. Dwa pofarbowane ręczniki. Jeden honorowo, drugi z przypadku. Ale ofiary w ludziach, kaczkach i sprzęcie muszą być.

4. Podeszwa kapcia w kropeczki.To akurat plus. Zawsze chciałam znaczyć szlak do łóżka swemu mężczyźnie, jak seksi kocica. No to mu zaznaczę...jednorazowo i raz na zawsze.

5. Spać będę na brzuchu w obawie przed zafarbowaniem ostatniej, jasnej części w Naszym domu.Ostatniej niczym nie zbrukanej, czyli wezgłowia łóżka. Jak by się ufarbowało to by było...oj by było.

Dobrze, że koszula Małża ocalona. Przewieszona. Jedyne miejsce było na kaloryferze, koło szmaty, ale szmaty nie dotyka. Odseparowałam je.

Następnym razem jeśli ktoś ma ochotę na farbing zapraszam do siebie. Ufarbuje za darmo, metodą natryskową. Wystarczy stanąć w odpowiedniej odległości i czekać na farbowanie. Natryskowe, jak się już rzekło.

6 komentarzy:

  1. Dobrze, że ja porzuciłam farbowanie włosów ze dwa lata temu...;) Ale gdzie zdjęcia efektu ja się pytam?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie z efektu kurdę dupa blada noooooo....ale będzie zdjęcie całej matki weselnej na pocieszenie ;)
      może być taki dil ;)?

      Usuń
  2. Ja przez ostatnie dwa lata zmieniałam kolor włosów kilka razy. Kiedyś byłam stała- i był tylko brąz. A jak zaczęłam szaleć to miedziany, rudy, aż doszłam do ciemnego blondu i uważam, że jest to kolor mojego życia. Oddaje w pełni mój charakter :))))
    Ps. Bez farbowania jestem ciemną brunetką- jakby co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      ja się w blondzie czułam bardzo źle...jednak lubię być masą ciemną ;)
      i nad włosami litości nie mam...biedne...nie mają ze mną lekkiego życia ;)

      Usuń
  3. Metodą natryskową to i ja wszystko farbuję ;) więc możemy się kiedyś umówić na wymianę ;D No szkoda,że tego zdjęcia z farbowania nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ni ma, bo naprawdę nie wyszło...dziadostwo. Reklama kłamie;p

      Usuń