Z męską chorobą

Cóż sezon chorobowy mamy w pełni. Nie mówię tu tylko o Nas, ale o ogólnie objawionej prawdzie. Prawdzie, która Nas nie wyzwoli ale może przynajmniej pozwoli spojrzeć łaskawszym okiem na to i tamto.



O ile ja się łaskawszym okiem staram spojrzeć o tyle męskie wydanie choroby mnie dobija. Po prostu dobija.

Zapewne u damskiej części czytelniczej bloga tegoż pojawia się myśl "Facet chory to masakra. Jak dziecko i od razu umiera". Otóż moje drogie tak jest standardowo. Jak to w jednym ze swych tekstów napisała Moja Głowa Kolorowa o TU. męska choroba to prawdziwy armagedon. Męska choroba to niemoc. Męska choroba to koniec wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Oczywiście w głowie męskiej. I jeśli już Wam zachoruje luby to od razu do księdza po namaszczenie w kolejkę stawajcie. Nie traćcie czasu. A ostatnie chwile w udręce spędzajcie z lubym.

A czy ja już wspominałam, że Małża mam raczej nie standardowego? Jeśli nie to właśnie wspominam. Zdecydowanie nie jest standardem w kwestiach chorobowych, o nie. Mój Małż w chorobie to typ mach i Zosi Samosi.

Najpierw objawy.
Kiedy zaczyna chorować każe sobie temperaturę sprawdzać, dotykanie czoła obowiązkowe. Później kuli się na kanapie na wpół goły mówiąc, że mu zimno. Na koniec zamyka wszystkie domowe wywietrzniki odgrażając się, że otworzy jak tylko wydobrzeje.

Diagnoza.
No pewnie przeziębienie jest. Fakt is fakt, kaszle i katar ma. Biedaczek. Współczuję mu, bo sama taki katar mam tyle, że różnica między Nami jest taka, że JA GO LECZĘ!

Leczenie
No całkiem niestandardowe. Apap of kors. I kiedy nie apap to piwko, żeby w reakcję nie wchodziło. Innych leków nie zauważyłam. No może wczoraj kabanosy przed snem ale nie wiem czy to do leków można zaliczyć.

Zachowania
Zosia Samosia i macho na co dzień. Nie pójdę do lekarza i na zwolnienie, nie mogę. Nawet bez zwolnienia do lekarza mógłby iść żeby coś mu zaaplikował. Nie każe mu iść na zwolnienie. Chcę żeby się wyleczył.
Robi wszystko co powinien, łącznie z ogarnianiem dziecka, myciem naczyń i sprzątaniem (robimy to na zmianę!), po czym siada i zaczyna swoje przemowy "Jestem chory. Powinienem leżeć w łóżku. Ty jesteś chora (teraz już byłam, chyba) i leżysz w łóżku.
Kiedy łeb mi pękał jak zły i leżałam a Mała szalała poprosiłam go żeby się nią zajął. I co usłyszałam? "Też jestem chory i nie ma leżenia.Też bym chciał poleżeć".

Zalecenia dalsze
No niech idzie do lekarza. Niech się wyleczy. Niech nie roznosi prądków. Niech nie będzie Zosią Samosią i ja ma potrzebę niech się w łóżku uwali. Eh...chyba muszę go spacyfikować. Jednak wolałabym żeby leżał w łóżku i po księdza kazał dzwonić.


12 komentarzy:

  1. Mój mąż stwierdził że go gardło boli i już przy śniadaniu wypił aspirynę no dobre i to :) . Mam nadzieję, że zdusi choróbsko w zarodku i nie rozprzestrzeni się na mnie i na córkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd ja to znam!? ;)
    Niby umierający, ale do lekarza nie pójdzie...
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dziękuję na wszelki wielki i wypadek ;)

      Usuń
  3. Znaczy się chłop normalny ;))))
    PS. Baaardzo fajnie to opisałaś :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. normalny w męskich oczach i niekoniecznie normalny w oczach damskich;)
      a dziękuję za uznanie :)

      Usuń
    2. Uznanie należne za poczucie humoru :)

      Usuń
    3. no to teraz poprzeczka wysoko i muszę trzymać poziom do końca ;)

      Usuń
  4. Haha, oj znam to, znam :) Mój też uparciuch, ale jak już gardziołko zaboli mocniej to zaraz mi po cholinex każe iść i herbatki owocowej zaparzyć, bo on właśnie umiera... Ale do lekarza, nie pójdzie i koniec! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale chociaż się leczy czymś innym niż kabanos;p

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. rzekłabym nawet, że wzięte z drugiej strony łóżka;)

      Usuń