Matki to dziwne istoty

Matki to dziwne istoty chciałoby się rzec. Niby są kumate, niby wiedzą co trzeba i jak przy dziecku, ale jak przychodzi co do czego to jest tragedia narodowa.


No weźmy na ten przykład moją. Niby ok i w porządku. Bawimy się i wygłupiamy. Często ona robi z siebie wariata a ja mam ubaw po pachy. Taka zwykła rodzicielsko - dziecięca więź. W końcu ktoś musi robić z siebie wariata, żeby ktoś mógł się z tego pośmiać.

No więc bawimy się. Ostatnio śpiewamy alfabet, bo to akurat mi się podoba. Najpierw śpiewa ona. Tyle, że jak kończy to mnie już tak męczy, ze mi się śpiewać nie chce. Kiedy chwile odpocznę znów mogę słuchać i znów chce żeby mi śpiewała. No to ona śpiewa. No i numer ten przechodzi raz, drugi, piąty i dziesiąty ale matka za jedenastym się buntuje. Mówi, że śpiewać nie będzie i już. Ale jak to? No jak to ona tak może nie śpiewać dziecku?!?!?!

No to ja w ryk. No w taki ryk, że mnie popamięta. Musi śpiewać i koniec, nawet jeśli niemiłosiernie fałszuje. No i ryk działa bo śpiewa po raz dwunasty. Po czym mówi, ze to już koniec. Myślę sobie "Ok niech Ci będzie" i odpuszczam ale po chwili stwierdzam, że też chce to zaśpiewać a nie potrafię. Jej zadanie jest takie, żeby mnie nauczyć. Ja do niej "Śpiewaj" ona do mnie "Nie". No to ja ryk.

To ona mówi "Niuniu nie płacz tak, bo Cię będzie główka bolała. Przecież ie chciałaś żebym śpiewała". No do jasnej i ciasnej Anielki. Nie chciałam ale już chce. Czy to tak trudno pojąć. Zawsze mi się wydawało, że kobieta zrozumie drugą kobietę, że ona wie jak bardzo można zmienić zdanie w ciągu sekundy. No i się pomyliłam. Mamuśka nie kapiejet, nic, ni huhu. Nie chce śpiewac i już. No to ja ryczę. To ona tym bardziej nie śpiewa a ja tym bardziej ryczę. A ona znów tym bardziej nie śpiewa.Już mi się ryczenie nudzi ale odpuścić nie mogę.Ktoś przecież musi wygrać. Ona więc nie śpiewa, a ja ryczę. No i każda uparta i ustąpić nie chce. Taka sytuacja.

Matki to dziwne istoty. No i żeby córek nie rozumiały? Skandal!

W końcu jednak udaje jej się mnie "przekupić". Przytula, całuje i od razu mi dobrze. Ale następnym razem będzie śpiewała jak ta lala,już ja się o to postaram;)

pozdrawiam
Mała

10 komentarzy:

  1. Czasem mi się wydaje, że mój Tom też ma podobne myśli co Mała ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiadomo kto bardziej uparty mama czy córka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uparciuszki dwa ;) Ale pamiętam, że ja z moją mamą miałam tak samo... Kiedy się rozumiałyśmy to było dobrze, ale kiedy nie... to był ryk jak u Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehehe, skoro jeszcze Ty nie ryczysz to dobrze jest.
    Ale czasem to chyba Demolka ma podobne myśli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mamuska mam tak samo silny charakter jak mala i ten sam poziom upartosci;)
      Demolka pewnie tez sobie tak mysli pod nosem;) Niestety. Taki to dzieciecy terroryzm:p

      Usuń
  5. najpierw sądziłam, że piszesz o sobie i swojej mamie :D
    fajny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już jej nie ryczę...raczej;p
      dziękuje za uznanie:)

      Usuń