Wiosna!

Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty!
Zapach wiosny!
Wiatr we włosach!

Może być w wersji fit;)


I w wersji nie fit;)


I tak mi się przypomniało, jak Mała dziś w przedszkolu rozmowę o malinach nawiżała.

Mała: Mamo jaki mam kolol tych spodni?
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
Mała: Malinowy. A jaki mam kolol tej bluzki?
I też nie zdążyłam odpowiedzieć.
Mała: Malinowy. Mamo, a ja nie mogę malinek jeść.
Ja: No nie możesz.
Mała: Ale za to mogę nosić je na sobie!

I tym optymistycznym akcentem zakończyłyśmy rozmowę.
Mała może nosić maliny na sobie.
Ja mogę maliny pożerać i nosić je w sobie.
Jesteśmy rodziną kompletną;)

10 komentarzy:

  1. Współczuję Małej tych malin. Mogłabym je jeść aż do... bólu brzucha :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też:)
    liczę na to, że wyrośnie:)
    na razie nadrabiamy innymi pysznymi owocami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma to jak się wzajemnie uzupełniać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po prostu pelne porozumienie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo dziecko i jego mama to niezrozumiałe dla innych i niewidoczne połączenie! Co do jedzenia to bardzo pyszny ten artykuł!

    OdpowiedzUsuń
  6. Marika to zapraszam na owoce do siebie:) Będziemy wcinać ile wlezie;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale, że uczulona na maliny?
    Powiem wrednie, że tyle dobrego, że więcej zostanie dla Ciebie ;)
    Robisz mi smaka tymi pysznościami. Gdzie, gdzie, gdzie??

    OdpowiedzUsuń
  8. uczulona. nie tylko na maliny:)
    na truskawki, orzechy, cytrusy i czekoladę. Poza tym konserwantów unikamy jak ognia i uczulenie pokazuje się nawet po zjedzeniu żelka czy mamby także i to zostało wpisane na czarna listę.
    Ja ostatnio malinki w Lidlu kupiłam i boróweczki:)
    Będę od nich świecić i urosną mi wąsy;)

    OdpowiedzUsuń