Matka i motoryzacja

Niby bycie matką to zawód wielobranżowy. Trochę pediatrii, trochę dietetyki, trochę umiejętności szefa kuchni, logistyka, pielęgniarstwo, pedicure, masaż i cała reszta. Mniejsze i większe czynności do wykonania. Taka interdyscyplinarność może przyprawić o zawrót głowy. A dziś....dziś zmierzyłam się z mechaniką właściwie.

Kazio wpadł rano do pracy i mówi, że samochód mu stanął. No stanął to stanął nie znam się, ale Małżon się zna. Robi w tym i wie. Więc kiedy nadarzyła się okazja do rozmowy z Małżonem i możliwość wytłumaczenia mu co się Kaziowi zepsuło skorzystałam z niej. W końcu przyjaciołom trzeba pomagać.

Ja: I Kaziowi się zapaliły kontrolki.
Małż: A ruszył?
Kazio zza telefonu: No przekręcił się kluczyk, nie ruszył a brzęczał.
Małż: Nie ruszył a brzęczał?
Ja: No brzęczał.
Kazio zza telefonu: No przy trzymaniu kluczyka.
Małż: Tak, tak. A jakie kontrolki jej się zapaliły?
Ja: No wszystkie.
Kazio zza telefonu: Akumulator, olej i kontrolka rozrządu (powtarzam do słuchawki).
Małżon: Nie ma kontrolki rozrządu.
Kazio zza telefonu: Jest, wujek google mi powiedział.
Małż: Nie ma. To check engine.
Kazio: Choć Karol pokaże Ci co mi się zapaliło.
Podchodzę do jej kompa i widzę.
Ja: Powiem Ci co widzę. Taka kreska pionowa z przodu. Później mała kreska pozioma. Dalej nieregularny prostokąt. Małą gruba kreska pozioma z tyłu i na końcu gruba kreska pionowa za tą małą poziomą.
Małż: No ja nie wiem co to jest.

Cóż nie ma to jak znać się na samochodzie i kontrolkach. A to co się wyświetliło to ni mniej ni więcej...

Image 

A to ni mniej ni więcej silnik. 
Vivat matka mechaniczka;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz