Porządek w domu

Utrzymanie porządku w domu to dość skomplikowana sprawa. Dość to właściwie mało powiedziane. Dajmy na ten przykład zeszły tydzień. Ja w domu z Małą i jej ogromnie ogromną alergią. Razem wyszło tego ze 4 dni doliczając weekend. W te cztery dni, trzy dni sprzątałam. Pod koniec dnia niedzielnego syf w salonie był jak wuj.Ogromny wręcz.

Tu się przewalała skuwka od flamastra. Tam zalegała skarpetka Małżona. W jednym kącie plasterek, co się odkleił i mu już nie było w gazie przyklejać się z powrotem. To tu, to tam coś się lokowało małego i pójść sobie nie chciało.

No było tego trochę, było. Ja się pytam, jak to możliwe? No jak? Choć niestety odpowiedź dobrze znam. Mam Małą, która ma pierdół i pierdółek w bród. Jedna mniejsza od drugiej (nie na tyle małe żeby zagrażały jej zdrowiu, czy życiu, o nie). Mam też Małża, który coś ma, rzuci to i zapomni. Tak w skrócie.

Jednak zupełnie przez przypadek w sobotę podczas trzeciego odkurzania znalazłam sposób. I jak Bóg mi świadkiem, będę korzystać. A jakiż to sposób? Dobrze ssący odkurzacz!

Odkurzam, odkurzam, odkurzam. I nagle słyszę brzdęk. Coś po róże leci. Patrzę w miejsce odkurzania a tam małej jakies spineczki, gumeczki i pierścioneczki. Krzyczę więc do Małej...
Ja: Niuniu chodź tu.
Mała z niechęcią: Co tam?
Ja: Niuniu sprzatnij, bo mówię Ci że w końcu coś wciągnę.
Mała bierze się za sprzątanie, a ja naiwnie wierzę, że nie zauważy braku. Nawet nie wiem co to było. Mała zbiera swoje skarby, zbiera.
Mała: Mamo, a gdzie mój pielśćionek z balbi.
O cholerka, to już wiem co poszo z dymem.
Ja: Nie wiem kotku (wiem, wiem co to znaczy, ale co miałam powiedzieć "Matka Ci zassała"?)
Mała: Wciągnęłaś?
Ja: Nie. Nie. Pewnie gdzieś wypadł.
Tak wiem, zła matka jestem ale zassałam jeden z jej ulubionych pierścionków i już wiem jakie katusze i kary musiałabym za to ponosić. No czasem trzeba się oszczędzać;)

No nic, odkurzam dalej. Tym razem sypialnia. Po mojej stronie łóżka to bach, bach i gotowe, bo tam wszystko sprzątnięte. A później przechodzę na stronę Małża. O matko i córko i pasierbico cycasta. Co tam się dzieje.

Są kable i kabelki i skarpetki (czyste na szczęście me całe) i jakieś karteluszki. No nic, myślę, podnoszę po kolei i odkurzam. Niestety...pech, czy odkurzacz, chciał i wciągnął se dwie czarne stopki skarpetkowe. Tak wiem, powinnam je wyjąć, ale bym je jeszcze uprać musiała i później wywiesić i pozbierać, i wróciły by tam gdzie mogę je zassać. Zostawiłam je więc w rurze, a właściwie tam dalej. Małż jeszcze o tym nie wiem. Pewnie za chwilę się dowie, jak ro przeczyta i albo wyjmie te skarpety albo nie wiem co...poważnie ze mną porozmawia;)!. Módlcie się aby wymiar kary był mały;)

Ale do tematu wracając. Chcecie porządku w domu? Zasysajcie! Ja chyba zacznę robić to nałogowo. I wtedy wyjścia są dwa, albo moje dwa kochane dziubaski zaczną sprzatać i odkładać na miejsce, albo nie będą miały już co rozwalać:D Ha ha ha ha ha :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz