Szybki awans

Dzisiejszy dzień zaczął się jak co dzień. Leniwe wstawanie, szybsze ubieranie i pędzenie na łeb na szyję, żeby z domu wyjść i się do pracy nie spóźnić. Kiedy już uda się do auta dopędzić można chwilę odpocząć. Byle nie za długo. Chwila wystarczy, a po chwili zaczyna się maraton pytań małych. Tudzież Małżonowych.

Małż: Na którą masz dziś rehabilitację?
Ja: Na 17:40.
Mała: Mamo co mas dziś?
Ja: Rehabilitację, ćwiczenia.
Mała: A dlacego?
Ja: Bo mamusię plecki bolą.
Mała: A mnie tez. A ja z Tobą pójdę.
Ja: Misiu nie możesz.
Mała: Ale ja z Tobą pójdę i będę patseć i Cię dopingować: Mamo, mamo, mamo!!
Ja: Niuniu ale nie możesz ze mną wejść na ćwiczenia.

I temat zmienił się na cukierki o smaku ananasowym. Więc matki czujność uśpiona została, nie trzeba było rozmawiać o pójściu czy nie pójściu.

Do przedszkola doszłyśmy. Przebrałyśmy się. Były buziaki i przytulaski, jak zwykle. No i Mała poszła do sali. Wzięła Panią za rękę i dyskusje rozpoczyna.

Mała: Plose Pani, a wie Pani gdzie idzie moja mama?
Pani: Hmmmm....może pójdzie jeszcze spać?
Mała: Nie. Mama idzie na habilitację!

To się nazywa awans w tempie ekspres. Skoro dziś idę na habilitację, to po co ja ten dr robię;)?
Od dziś mówcie do mnie Mamaroniu habilitowana;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz