Zupa niskokaloryczna

Mała ma czasem naloty żywieniowe. Ma czasem ochotę na zupę. Czy to krem, czy zwykła zupa czasem na stole znaleźć się musi. Do ulubionych należy pomidorówka, rosół, żurek i krem z kalafiora. Także raz na jakiś czas właśnie to na stole być musi. Tylko nie planowałam tego dziś. Małej żołądek i chęć jednak miały inne plany. I leżąc i się leniąc właśnie mnie o tym poinformowała.

Mała: Mamo chcę losołek.
Ja: Niuniu ale nie mamy kości żadnej.
Mała: A po co kości, jak ja chcę losołek?
Ja: Niuniu ale trzeba dodać kości do rosołku żeby był dobry.
Mała: No to chodźmy do sklepu.
Ja: Niuniu dziś wszystkie sklepy zamknięte.
Mała: No to coś innego włózmy.
Ja: Niuniu ale nie mamy nic w lodówce, to co włożymy?
Mała: Patelnię!

To Ci dopiero by był rosołek niskokaloryczny. Mała idzie z trendem coś z niczego i że zawsze da się coś wyczarować z tego co mamy w domu. Niekoniecznie w lodówce;)


4 komentarze:

  1. Biorę przepis w ciemno. Patelnię też mam.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak duża, to dużo zupy będzie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam patelnia, a nawet dwie:-p

    OdpowiedzUsuń
  4. o nie, druga patelnia rodzi kalorie;p
    chyba, że zrobisz na dwie zupy;)

    OdpowiedzUsuń