Kciuki



Czasem kiedy przychodzą ciężkie dni, dni stresujące proszą Małą o kciuki. Tak dla pewności, tak dla spokoju i tak dla cudownego uczucia, że największe i najcudowniejsze dzieło mojego życia mnie wspiera. Od razu wtedy lepiej się czuje. Pewniej. A i po niej widzę, że jest naprawdę bardzo szczęśliwa, że mamie może pomóc.

Tak też było i ostatnio. Poprosiłam ją o kciuki, bo wiedziałam że te małe kciuki znaczą dla mnie więcej niż najwięcej. Było ciężko ale kciuki, odrobina luzu i chwila pewności siebie zadziałały. W końcu dobry koktajl nie jest zły. Mała jednak bardzo chciała wiedzieć, czy mamie pomogła w stresach okrutnych i dopytywała się bardzo, bardzo.

Mała: Mamo wies, tsymałam za Ciebie kciuki.
Ja: Tak?
Mała dumnie: Tak, tak jak obiecałam.
Ja: To bardzo się cieszę i Twoje kciuki bardzo mi pomogły. Naprawdę bardzo. I dzięki Tobie mamusi świetnie poszło.
Mała: Supel. Ciesę się, ze pomogły. Tsymałam baldzo mocno je wszystkie.
Ja: Jak to wszystkie?
Mała: No jak to, jak to? Tsymałam wszystkie pięć!

No, to wszystko jasne. Już wiem skąd ta pewność siebie, luz i odrobina Powera w pewnym momencie. Sukces murowany kiedy pięć małych kciuków trzyma się za Twoje szczęście :)


4 komentarze:

  1. Ok. Próbuję sobie to zwizualizować ;).Choć ja ostatnio usłyszałam od mojej, że ma, uwaga: cztery nosy. Za cholerę nie mogłam znaleźć brakujących trzech ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmm....może za uchem się schowały;)
    ale ciekawe, nie powiem, ciekawe:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiadomo - 5 kciuków i sukces murowany :). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 5 kciuków to nie jeden, większa moc;)

    OdpowiedzUsuń