Taka moc

Mamy takie a nie inne czasy. Taki a nie inny rynek. I słowo wytrych - kryzys. Jest czy go nie ma i tak jest. Z pracą jest, jak jest. Są czasy, że człowiek cieszy się że ją w ogóle ma. Poszukiwanie pracy jest ciężkie i długotrwałe.

Pracodawcy na ogół szukają specjalistów. Konkretny fach, konkretne doświadczenie. Konkrety. Po prostu. I choć ofert jest dużo to właśnie ten konkret jest przeszkodą. W czasie boomu na nauki humanistyczne uczelnie wypuściły wielu humanistów. Bardzo wielu. Rynek nasycił się nimi i pozostały nadwyżki. I co teraz?

Ano wyjścia są dwa. Przekwalifikować się, albo stworzyć sobie miejsce pracy. I jedno i drugie wymagające wysiłku, który z pewnością się opłaci.

Zapewne teraz zastanawiacie się, łot de fak, ja tak poważnie? No to tylko wstęp. Bo w sumie on pasuje idealnie do tego jakim tropem podąża Mała.

Ja w kuchni. Gotuje. A przynajmniej próbuje gotować. Coś sobie skrobię, coś sobie mieszam. Do kuchni wchodzi Mała.

Mała: Mamo, a co robis?
Ja: Gotuję.
Mała: O ryzik. A będzie mięsko?
Ja: Nie.
Mała z jękiem zawodu: Oj nie. A mogę Ci pomóc?
Ja: A co chciałabyś mi pomóc?
Mała: Mieszać, jestem świetną mieszalistką!

O, nie dość że miejsce pracy tworzy sobie sama to jeszcze potrafi rozreklamować:)
To się nazywa moc:)


4 komentarze: