Fajna mama



Kiedy stałam się matką byłam mega zmęczona. Nie dawało mi to spokojnie funkcjonować. Zamykałam oczy w każdej możliwej pozycji. Wtedy też zweryfikowałam pogląd, że drzemki w ciągu dnia ucinają sobie dzieci i starsi ludzie.

Dopiero po jakimś czasie kiedy zombi mode trochę się ze mną zżył, a właściwie ja z nim, zaczęłam szukać swojej drogi przez ten macierzyński busz. Busz gęsty, czasem ciemny i mroczny ale najważniejsze że do opanowania.

Słuchałam rad bardziej doświadczonych. Słuchałam streszczeń poradników od innych mam. I tak tkwiłam w tym wszystkim wybierając opcje różne. Czasem po omacku, czasem z pełną świadomością. Taki eklektyzm stosowany, z dominantą własnego widzi mi się niż z nurtem jakiś innych wskazówek.

Rzadko, bo rzadko ale zdarzało mi się zastanowić nad tym czy dobrze idę. Czy w tym kierunku. Bo przecież nie robiłam tego albo tego, a robiłam to czy tamto, a ten i tamten poradnik odwrotnie.
Jedyny stały element w tym przemierzaniu buszu to tulenie, całowanie i gadanie. Duuuuuużo gadania. Na tyle dużo, że teraz zbieram tego efekty od piątej rano do dwudziestej wieczorem co najmniej. Czasem uszy puchną. Ale nic to.

I wiecie co? Ostatnio dowiedziałam się kim jest fajna mama...

Mała: A moja mama jest fajna.
Ja: Tak?
Mała: No
Ja: A dlaczego Twoja mama jest taka fajna?
Mała: Bo przytula, całuje i robi kawę inkę.

I w taki oto sposób odkryłam, że mam własny sposób na wychowanie. Żadnych nurtów, żadnych poradników, żadnych podszeptów. Mój własny podszept. Po pięciu latach już wiem, że to wychowanie przy kawie, w czystej przyjaźni z własnym dzieckiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz