Najlepszy sposób na naprawy wszelakie



Wyobraź sobie, że jest piątek. Tygodnia koniec, weekendu początek. 


Myślisz sobie, że dzień luźniejszy. Zakładasz na tyłek swoje ulubione jeansy z dziurami dwoma. Dziurami nie z przypadku ale specjalnie. Uwielbiasz te spodnie i czasem zakładasz je do pracy. Czasem, czyli wtedy kiedy wydaje Ci się to bezpieczne bo nie masz zaplanowanych spotkań ani innych takich. Czujesz się swobodnie i czujesz już weekend. I wtedy koło godziny 9 dostajesz telefon. Masz spotkanie, w małym gronie czyli raczej strona oficjalna i sprawy poważne. I?


I wpadasz w panikę. Bo jak tak z dziurą można pójść na spotkanie? Jak tak bez szacunku do strony drugiej? No jak tak?


W głowie przerzucasz miliony możliwości, jak z sytuacji wyjść. Pożyczyć od kolegi za dużą marynarkę? Lekko zgiętym chodzić, trzymając obie dziury pod dłońmi? Założyć fartuch? 


Najpierw przychodzi ci do głowy duży zeszyt. Trzymany przed Tobą zasłaniał by to i owo. Pytasz koleżankę o zdanie, który z zeszytów w rozmiarze xl zasłoni zło. A zeszyt nie pozorny, bo notatki się robi. I okazuje się, że trzeba by dwóch zeszytów, bo rozmiar xl jednego jest taki nie do końca ok. Zawsze coś z boku wyjdzie. Jak nie z jednego to z drugiego.


No nic, myślisz sobie i zeszyt czeka w pogotowiu. Ale ale. Chwilę później do głowy przychodzi myśl inna. Skleisz sobie te dziury! Bierzesz do ręki taśmę klejącą i próbujesz. 


Z zewnątrz wygląda to co najmniej dziwnie. Ale nie poddajesz się i próbujesz od środka. Dużo taśmy i…dziura załatana. Trochę się marszczy ale po inspekcji koleżanki stwierdzone zostaje, że nie jest źle. Dziury nie widać. Ani jednej, ani drugiej. I nic to, że spodnie trochę usztywnione a taśma do nogi się klei. Nic to. 


Idziesz na spotkanie. Siadasz. Słuchasz i czujesz…czujesz jak dziura chce krzyczeć. Powoli acz konsekwentnie rozchodzi się na udzie. Jednym i drugim. Złośliwa jedna. I druga też. Wpadasz w panikę i nie ruszasz się, żeby się nie rozdziawiła do końca. Dodatkowo kładziesz na niej ręce, udając że chwytasz i sklejasz na nowo. I nie ruszasz się.


A później trzeba się pożegnać, i o rany koguta, wstać. I czujesz ulgę, że zeszyt też jest. Że taśma jeszcze coś tam trzyma. Że dziur nie widać, bo lekko też chowasz się za kolegą stojącym obok.

Spotkanie zakończone. Stres minął, siedzę spokojnie i oddycham. Jaki z tego wniosek?


Po pierwsze Ty wiesz, że dziur do pracy już nie założysz. Co by się nie działo nie możesz, bo nigdy nie wiadomo co i jak.


Po drugie stwierdzasz, że jesteś szalona.


Po trzecie taśma klejąca powinna znaleźć się w torebce każdej kobiety. Proste, tanie i skuteczne rozwiązanie na każdy problem. Po taśmę do sklepu ruszajmy do razu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz