O tym, jak głuchy ze starszym się dogadał

To, że lubię sobie poćwiczyć to już wiecie. Rower towarzyszy mi co dnia. Jak nie na zewnątrz, to stacjonarny. Stepa wykorzystuje kiedy się da, a i pobiegać się zdarzy. No i co? Kontuzja. Znów. Nadwyrężenie nogi. Ból jak cholera. Do lekarza mnie zagnał. Poszłam do pierwszego, mającego wizytę ortopedy.

Wchodzę i widzę starszego Pana. Na oko koło 60-tki.

Pan: Proszę miłą Panią.
Ja: Dzień dobry Panie doktorze.
Pan: W czym mogę miłej Pani pomóc.
Opowiadam mu co i jak i słyszę diagnozę.
Pan: Przeciążenie. Żeby mieć pewność czy nic się tam nie porwało zrobimy usg.

Pan wypisuje skierowanie. W tym czasie udaje mi się dowiedzieć, że napisał pare książek o różnych rzeczach. Poznaje interpretację biblii. Poznaje szatana. Dowiaduje się, że Pan już starszawy ale wrócił niedawno z Egiptu.

Czekam na skierowanie. Czekam.

Pan: Zobaczymy jak usg wyjdzie. Pewnie trzeba będzie na fizykoterapię pochodzić.
Ja: A ćwiczenia?
Pan:Dopóki nie poznamy wyników usg nie może Pani ćwiczyć.
Ja: Jakieś leki?
Pan: Tak. Dam specyfik.
Ja: Panie doktorze ja leczę się na nadciśnienie.
Pan: Dobrze. Damy taki miejscowy. Będzie Pani często sikać.

Oho, myślę sobie, będę sikać. Ciekawe czy w miejscu usiedzę.

Ja: A dużo razy?
Pan: Parę razy dziennie. Powiedzmy, ze cztery.



To całkiem nie dużo myślę sobie. Chyba, że cztery razy dziennie dodatkowo do tego co już się dzieje. No ale nic to, myślę.

Ja: A to nie dużo tego sikania. Myślałam, że więcej.
Pan: Pani kochana, Pani będzie psikać nie sikać. Psik psik.

Tak się głuchy ze starszym dogadał. A, że specyfik jest to sikam ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz