Powodzenia!



Nastały upały. Gorąc leje się z nieba a ja leję się razem z nim, tyle że nie z nieba. Niestety dziecko nie chce się lać, za to energii a za dwoje. Taki mamy klimat i taki lajf. 

Spożytkować więc energię tą jakoś trzeba, w mniejszym czy większym stopniu :)No to wymyśliłam plac zabaw. Niedaleko przedszkola, do połowy zacieniony, z możliwością dostępu do ławek. Niestety teraz kiedy moja mobilność jest znacznie ograniczona muszę o ławkach myśleć. I to takich, które pozwalają na wyciągniecie giry przed siebie. 

Ławka była, matka usiadła, dziecko zaczęło się bawić. Najpierw brak koordynacji mocno dawał się we znaki, ale w końcu przyszła koleżanka z grupy. Mała więc osiadła na mieliźnie z piasku i bawiły się. A mielizna ta niedaleko wyjścia była. 

I tak sobie siedziałyśmy. Ona na piasku, ja na ławeczce. I dzieci bawiące się dookoła. Ciepłe powietrze. Cień. Żyć nie umierać. Tak to ja mogę co dzień.

I nagle idzie sobie chłopiec. Wiek około lat trzech. Taki wesoły urwisek na oko. Staje koło mnie i śpiewnym głosem zaczepia.


Chłopiec: Powwwoooodzenia.

Ja patrzę na lewo i prawo i nikogo nie widzę. W sumie to na placu zabaw powodzenie potrzebne żeby dziecko sobie krzywdy nie zrobiło. No sobie i innym. Ale nic to myślę, sobie chłopaczek podśpiewuje. I wtedy znów słyszę jego śpiewny głosik.

Chłopiec: Powwwoooodzenia

Znów się oglądam i szukam, ale inne mamy nie reagują. Nikt i nic, myślę że to chyba nie do mnie. I wtedy wyłania się Pani. Młodziutka. Przechodzi koło mnie w stronę wyjścia i rzuca “Do widzenia”. I znów wtedy słyszę głosik.

Chłopiec: Powwwoooodzenia
I jego mamę, panią młodziutką, która się do niego zwraca: Mówi się “do widzenia” a nie “powodzenia”.

I wszystko jasne :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz